Filip Matwiejczuk

Fascynacja twórczością poety jako narzędzie zwrotu do fascynacji twórczością poety

W tekście Agnieszki Waligóry przeczytałem o sobie, że jestem „šalamunistą”[1]. To łatka, z którą trudno mi się zgodzić. Nie dlatego, że mnie obraża, ale dlatego, że całkowicie rozmija się z rzeczywistością. Sugeruje mi ją, pisząc w przypisie do zdania „Zwolennicy «starego» materializmu potrafią wypowiadać się pozytywnie o poezji kwalifikowanej jako šalamunistyczna i trudno wtłoczyć ich w rolę obrońców tradycji”[2] słowa: „na przykład intencjonaliści szanują poezję Filipa Matwiejczuka, lecz odnoszą się zarazem podejrzliwie do krytyki afektywnej”[3]. To całkowicie mylny trop. Wcześniej mojego powinowactwa z Tomažem Šalamunem doszukiwał się tylko Dawid Kujawa w recenzji mojej drugiej książki[4] oraz w rozmowie z Wawrzyńczykiem[5]. Šalamun nie jest dla mnie źródłem poetyckiego zachwytu ani inspiracji, a moje pisanie nigdy nie miało być jedynie językowym i afektywnym eksperymentem, o którym pisze Waligóra, odnosząc się do poezji Słoweńca i twórców nim się inspirujących. W swoim eseju Šalamunizm jako narzędzie zwrotu konserwatywnego przedstawia to zjawisko jako niejednoznaczny, środowiskowy konstrukt, opisującą wyzutą z komunikatywności poetyką, opartą na jukstapozycji, brzmieniu i rytmie, a więc bardziej emocjonalną niż intelektualną. Bardziej estetyczną niż zaangażowaną w kwestie polityczne. Waligóra traktuje šalamunizm jako symbol przemiany wrażliwości poetyckiej i symptom zwrotu ku afektom, ale też jako zjawisko o niebezpiecznie wsobnym, męskocentrycznym charakterze. Problem w tym, że z mojej perspektywy cały ten opis zaczyna się od błędnego założenia – od sugerowania, że šalamunizm byłby skodyfikowaną praktyką literacką i zignorowania faktu, że ta inspiracja to tylko jedna z nisz i tendencji na tle polskiej poezji.

Šalamunizm jest dużo bardziej konkretnym pojęciem, niż się wydaje. Tylko niektórzy krytycy niepotrzebnie rozciągają je jak stare gacie. Jego pochodzenie jest tożsame do „o’haryzmu” Krzysztofa Koehlera – to i to służyło kpiącej pogardzie. Skąd wiem? Użyłem kiedyś terminu „šalamunizm”, żeby podnerwić Rafała Wawrzyńczyka w dyskusji na facebooku. Chodziło o bardzo prostą rzecz. Mój „cel” zaczepki nigdy nie ukrywał, że Tomaž Šalamun jest jego ulubionym poetą. Poprzez dodanie sufiksu „-izm”, a jeszcze – w liczbie mnogiej – osiąga się efekt pogardliwości. Gdybym wziął do ręki książkę przed oczami jej autora i powiedział „aaa, to są takie… łępickizmy”, to ta osoba na pewno by się oburzyła, nie ważne czy wypowiadałbym w ten sposób nazwisko cenionej, czy niecenionej przez siebie autorki (a Joannę Łępicką bardzo cenię). Tak i kariera šalamunizmu rozpoczynała się od kpiny, zupełnie jak wiele innych pojęć znanych z lat 90tych, chociażby asbheryzm, literatura korzenna i małych ojczyzn. Z początku dyskredytujące, później opisowe, zaanektowane przez samych obrażanych i postronnych. Tak też Dawid Kujawa i Rafał Wawrzyńczyk anektują to pojęcie w rozmowie Karabiny jak monstrancje w Notatniku Literackim, próbując przy tym zastąpić w polskiej poezji pozycję Ashbery’ego autorem Błękitnej wieży. Oprócz nich robi to Małgorzata Lebda w tekście Kto pije liście przez srebro drzew, pisząc „szerzę šalamunizm na tyle, ile mogę”[6].

Był jeszcze jeden powód użycia tego słowa. Nie było tajemnicą, że Rafała Wawrzyńczyka łączą serdeczne stosunki ze środowiskiem młodych poetów (i poetek!) z pisma „Iglica”. Karolina Polak, Julek Rosiński, Szymon Kowalski, Jakub Grabiak – wszystkie te osoby łączy inspiracja kontrkulturowym surrealizmem spod znaku słoweńskiego poety. Oprócz nich otwartą fascynację tą poezją wykazywali wspomniana Joanna Łępicka i Przemysław Suchanecki (a z krytyków Dawid Kujawa). Wisiało to w powietrzu. Tu i ówdzie kolejne wiersze oparte na pompatycznych jukstapozyjach, tu i tam ktoś wyciągał Błękitną wieżę w przekładzie Rafała Wawrzyńczyka i Miłosza Biedrzyckiego. Ale kiedy to było? Trzysnastego grudnia dwa tysiące dwudziestego drugiego roku[7]. Tego dnia nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał z takiej okazji i napisałem coś tak istotnego, że aż już nie pamiętam co to było, z użyciem słowa „šalamunizm”. No i potem się kłóciliśmy.

To tyle jeśli chodzi o pojęcie. A co do mnie, to dementuję. Nigdy mnie ta poezja nie inspirowała ani nie zachwycała. Czytałem i czytam, ale wciąż nie zachwyca. Może kiedyś, jak byłem małym, początkującym poetą, ale jak już zostałem dużym, to poszedłem zupełnie inną drogą intelektualną, która nie pokrywa się z Šalamunem. Swój krytycyzm wyraziłem, pisząc wiersz pod wymownym tytułem Parodia poetyki Salamuna (nie znoszę go, nawet nie chce mi się szukać tego „s” z daszkiem, żeby wkleić na miejsce pierwszej litery nazwiska)[8] oraz pisząc o Eileen Myles:

Pochodzenie z klasy robotniczej, sprzeciw, erudycja, bezpretensjonalność, nonszalancja, lesbianizm – wydaje mi się, że te kwestie są bardziej interesujące niż kolejne wydania normatywnego, męskocentrycznego surrealizmu. Eileen Myles nie piszą o ekstazach i nie unoszą się na puchu barwnych, patetycznych, ale pusto brzmiących słów. To zwykła poezja. Proste komunikaty, które nie muszą nikomu udowadniać, że są wartościowe.[9]

Do Krakowa na Festiwal im. Jana Błońskiego na dyskusję Šalamunizm w polskiej poezji najnowszej[10] przyjechałem jako głos krytyczny, choć mogło to nie wybrzmieć, bo nie jestem najostrzejszym mówcą. Swoje zdanie jednak wypowiedziałem. Fakt, że było nas pięciu mężczyzn nie umknął naszej uwadze i spytaliśmy się o to organizatorów. Powiedzieli, że akurat wtedy wszystkie potencjalne zainteresowane były zajęte. Katarina Šalamun-Biedrzycka – była wtedy w Słowenii, a Magdalena Gruda z Instytutu Filologii Słoweńskiej odpadła ze względu na obłożenie obowiązkami.

I tu przypominam sobie, że był moment, w którym obszerniej i przychylniej pisałem o Šalamunie. W książce W tym samym języku, tom III, szkice o twórczości autorów Stowarzyszenia Pisarzy Polskich[11] z 2023 jest mój szkic o polskojęzycznej twórczości krytyczno-literackiej Katariny Šalamun-Biedrzyckiej, która kilka artykułów i, oczywiście, mnóstwo przekładów poświęciła swojemu bratu. Siłą rzeczy musiałem więc to i owo o nim napisać; ale więcej miejsca poświęciłem samej Katerinie.

A wracając do kwestii sausage party na Festiwalu Błońskiego. No, to żałosny przypadek, że tak wyszło. Ale nie było też tak, że żadna kobieta nie była wtedy zaangażowana w dyskusję. Na koniec rozmowy, gdy był czas na pytania z publiczności, to Zuzanna Sala chętnie zadawała pytania z Sali i podejmowała dyskusję, a i Agnieszka Wolny-Hamkało oraz Krystyna Szkaradek jak najbardziej się udzielały. Oczywiście z perspektywy sceptycznej wobec fascynacji poezją Šalamuna i tego w jaki sposób funkcjonują młodzi autorzy „namaszczeni” tą dykcją. Chodziło o to, że można zauważyć specyficzną wsobność tej poetyki i jej funkcjonowania w polu literackim. Najprościej rzecz ujmując: Rafał Wawrzyńczyk i Dawid Kujawa uwielbiają Šalamuna i zawsze przychylniej spojrzą, gdy ktoś podziela ich fascynację, a nawet coś o kimś takim napiszą. Moim zdaniem zupełnie normalna rzecz. Ani Rafał Wawrzyńczyk, ani Dawid Kujawa nie zasiadają w żadnych gremiach (a przynajmniej na stałe jako jurorzy), nie posiadają stanowisk dyrektorskich i nie posiadają możliwości redystrybuowania prestiżu i kapitału na polskim polu literackim, a jeśli już, to w bardzo ograniczonym stopniu, w ograniczonym środowisku fascynatów niszowej literatury. Ci goście robią to po godzinach w ramach bycia pasjonatami – nie zamierzam ich z tego rozliczać. Co najwyżej mogę polemizować z ich tekstami i skrytykować ich książki. Oprócz nich istnieje jeszcze, jak już wcześniej wspominałem, środowisko młodych twórców, jawnie przyznających się do inspiracji współczesną poezją Słoweńską. A gdzie tych młodych słoweniofilów możemy spotkać? Jest takie pismo Iglica[12].

Osobność postaw i fascynacji autorów i autorek tworzących i sympatyzujących z tym pismem doprowadziła do tego, że działają na obrzeżu i nie widzę, żeby mieli z tym większy problem. Ostatni numer opublikowali pod postacią gry miejskiej. Żeby odblokować teksty trzeba było przejść się do zaznaczonych miejsc na mapie. Jakiś czas później odblokowali wszystkie teksty, ale to nie zmienia faktu, że tego typu metoda publikacji raczej nie pretenduje do głównego nurtu. Nie zamierzam ich krytykować za to, że nie piszą zaangażowanej poezji. Zresztą znam przypadki autorów, którzy oddzielają swój aktywizm od pracy twórczej do tego stopnia, że nawet nie powinienem pisać ich nazwisk, ponieważ nie chciałbym nikogo wsypać w konsekwencje prawne. Chłopaki i dziewczyny z Iglicy mogą być zaangażowani aktywistycznie albo i nie, nie wiemy tego. Jako krytyk literacki nie będę ich z tego rozliczać. Uważam, że działalność aktywistyczna ma większe znaczenie na planie politycznym, niż pisarstwo. Unikanie pisania wiersza zaangażowanego nie musi implikować konserwatyzmu, a pisanie może wciąż stanowić przestrzeń swobodnej ekspresji, eksperymentu i autonomii estetycznej.

Właśnie to jest rzecz, która najbardziej zwróciła moją uwagę w tekście Waligóry. Czułem z niego większą wiarę w sprawczość poezji niż ta, którą ja wykazuję. „Pisanie o wyobraźni nikomu nie zaszkodziło, ale również nikomu specjalnie nie pomogło”? Zupełnie jak pisanie zaangażowane. Właściwie to jakiekolwiek pisanie. Politycznie działają działania polityczne, pisanie będzie działać jako pisanie. Dlatego nie zamierzam nikogo rozliczać z zaangażowania politycznego w tekście literackim. Oczywiście jest wiele rzeczy, których nie należy pisać, jeśli posiada się jakiś rozsądek i szacunek do drugiego człowieka, ale nie ufam wierzę w sprawczość niebezpośredniego aktu. Piszę to jako autor słów:

Bo to nie tak, że to ja, ani tak, że to ty,
Ale to tak, że skrzydła zostały rozpięte
Przez chujów z kapitałem z ich pierdolamentem
I to nie jest krytyka. Chcę się na nich wyżyć. [13]

oraz Pieśni do księżyca z rzekomo „šalamunistycznej” książki Pasożyt[14] w której marzę o upadku kapitalizmu i wspominam o swojej sytuacji materialnej (dokładnie używając wyrażenia „moja sytuacja materialna”).  W rzeczywistości, technicznie rzecz biorąc, należę do autorów zaangażowanych i za takiego się uważam, Dla niektórych czytelników może to wydać się paradoksalne, ale nie wierzę w potencjalną polityczną sprawczość mojej twórczości. Natomiast wierzę w to, że twórczość literacka wywodzi się z pewnych pozycji społecznych i konfiguracji osobowościowych. Moje to: bezrobotny autysta z ADHD dorabiający jako korektor, redaktor, krytyk, poszukujący możliwości poprawy swojej sytuacji bytowej na różne bardziej lub mniej fortunne sposoby. Uważam, że udaje mi się to oddać w mojej poetyce. Oprócz tego można też pisać fabuły i ukazywać konflikty społeczne. Jeśli ktoś uważa, że potrzebnym światu pieniem jego duszy i materii będzie taka, a nie inna poetyka, to nie mam z tym problemu. Niech sobie będzie, ale ze swojej strony mogę zignorować, napisać negatywny tekst krytycznoliteracki albo nawet pozytywny, czemu nie. Ale nie będę go obwiniać za prawicę w Polsce. Za prawicowość mogę obwinić, a nawet obśmiać wielu innych autorów (chociażby Wencla i Dakowicza), ale nie będę się obawiać, że to ich działania doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji. Dlatego nie będę mieć do nich o to pretensji, ale mogę wytknąć ich uczestnictwo w prawicowej narracji. Można też wytknąć liberalizm i bycie kapitalistą, co można by zrobić z Dziennikiem więziennym Palikota (choć jemu można wytknąć też wiele innych rzeczy).

Zgadzam się jednak z tym, że przydałoby się mówić też o autorkach, jako źródłach tak potężnych inspiracji, jak Šalamun. Nigdy mało przypominania o potężnym wpływie Gertrude Stein na literaturę oraz jej samej z jej wyjątkową poetyką. Jej echolalie wywołują we mnie drżenie. Cieszy mnie wzrastająca popularność Anne Carson i mam nadzieję, że jej poetyka znajdzie w Polsce naśladowców, ponieważ jest to idealne wypośrodkowanie poczucia humoru i wzniosłości oraz za każdym razem proponuje coraz to inny eksperyment na tekście poetyckim i na tradycji literackiej. Jeszcze przypominam o świeżo wydanym Imperium postradanych zmysłów Kathy Acker w przekładzie Patricka Leftwicha – to wielka inspiracja dla mnie, dla Mateusza Górniaka i wielu innych twórczyń i twórców. Oprócz tego absolutnie popieram twierdzenie, że nowe materializmy i zwroty afektywne są denne i mają za zadanie odwracanie uwagi od prawdziwych materializmów. Tak, bo nie jestem żadnym šalamunistą ani afektywistą, tylko zwykłym, wkurwionym materialistą, który pisze różne teksty zarówno literackie, jak i o kobietach i facetach, którzy też coś piszą. Za Jelinek chcę walić w język, dopóki nie wyśpiewa całej prawdy.

Przypisy:

[1] Zob. A. Waligóra, Šalamunizm jako narzędzie zwrotu konserwatywnego, „Dziennik Literacki” 2025, online: https://dziennikliteracki.pl/agnieszka-waligora-salamunizm-jako-narzedzie-zwrotu-konserwatywnego-tomaz-salamun-katarina-salamun-biedrzycka-milosz-biedrzycki-rafal-wawrzynczyk-filip-matwiejczuk-szczepan-kopyt-wojciech-kopec-przemy/#_edn10 [dostęp: 17.09.2025].

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] Zob. D. Kujawa, Szympans podaje gorylowi kamień, w zamian chce dostać od niego banana, „Mały Format” 2023, online: https://malyformat.com/2023/11/szympans-podaje-gorylowi-kamien-w-zamian-chce-dostac-od-niego-banana/ [dostęp: 10.2023].

[5] Zob. D. Kujawa, R. Wawrzyńczyk, Karabiny jak monstrancje, „Notatnik Literacki” 2023, online: https://notatnikliteracki.pl/teoria/karabiny-jak-monstrancje [dostęp: 17.09.2025].

[6] M. Lebda, Kto pije liście przez srebro drzew, „Czas Literatury”, 2025.

[7] Zob. https://www.facebook.com/share/p/1MszWKbQ63/?mibextid=wwXIfr oraz z następnego dnia: https://www.facebook.com/Rafal.Wawrzynczyk/posts/

[8] https://nowynapis.eu/tygodnik/nr-235/artykul/parodia-poetyki-salamuna-nie-znosze-go-nawet-nie-chce-mi-sie-szukac-tego-s

[9] https://notatnikliteracki.pl/teoria/broken-cindy-recenzja/

[10] Rozmowa Šalamunizm w polskiej poezji najnowszej dostępna jest online: https://www.youtube.com/watch?v=9Mzd2POdyVU&t=3s [dostęp: 17.09.2025].

[11] https://www.sppkrakow.pl/w-tym-samym-jezyku-szkice-o-tworczosci-autorow-biblioteki-spp-tom-iii/

[12] https://pismoiglica.pl

[13] F. Matwiejczuk, Różaglon, Kontent, 2021.

[14] F. Matwiejczuk, Pasożyt, Kontent, 2023.