Z rosyjskiego przetłumaczył sam autor.
Tłumaczenia często celowo niedokładne.
Hermafrodyci
dwudyszny ogień włożył w kwiatów ziew
po łzie batawskiej, kropli miłosnego dreszczu
ratowaliśmy się ustami – łamaliśmy – rzucaliśmy ziemię
i tańczyliśmy w nim, płonął klon i padał deszcz
ratowaliśmy się – to strach odbijać drogi sercu blask
łamaliśmy skrzela – to łzy za ogonami ścierać
ogień był czuły – to skrzela ocalały
klonowe szpagaciki – kocham cię
* * *
ale wiesz makaron al dente –
kijanki zrośnięte z wodą jedynie skórą
swobodnie poruszają się
uwijają się piorunami kulistymi
ślizgają się po spiralnych schodach deszczu
które ty malujesz nieumytym pędzlem
w dziurkach jasnego nieba umieścić
endemity tych snów, co
jak ślepa połowa tęczy
pękają na igle zamknięcia bańki mydlanej
wieże oblegano, nikt nie wyjdzie
tak sobie jem na łóżku, obserwuję pracę
na palecie – dym winslowa i kolce jeżowców
rozrzedzone powietrze stratosfery na twoich bransoletkach
zbłąkane iskry na stopniach
* * *
«fiołek serafini» kiedy ty wychylona
przez barierkę przebijasz obcasem
kłębiących się na mostku bez większej potrzeby
ku promieniom pajęczych słońc w których naga
słuchasz? mówię rozpustna wenus
dręczy brakteat księżyca w tych spelunach
orzeł – i bywalcy szczerzą chelicery
a reszkę wymuszają na wyłapanych
słuchasz? mówię piraci-nartniki rozciągani
na ławie z pływających prawoskrętnych paszcz
czyich odcięte języki błyszczą jak karmelki
na wachlarzach ulubienic asemicznych balów
od machnięć płynnie zapadają w niebyt
spodem rosy zapadają w zapłakaną dal
póki ty przez ciekawość zapomniałaś o spóźnieniu
i wbiłaś telefon w spiralne kwiecie
Na spacerze
(Imitacja Sen-Seńkova)
Te spacery kiedyś mi się przydadzą.
V. Nabokov
opadłe liście –
leśny kurz
z najdelikatniejszej
skóry drzew
albo
jesienne rozproszenie
ich rękawiczek
czapek
parasoli
deszcz –
światły cień
innych drzew
przy pochmurnej pogodzie
albo
zdefiniowana kawałkami
warstwa wody dla
równomiernego
zbijania kurzu
mrowisko –
ziemna góra lodowa
o jeszcze groźniejszej
proporcji widoczności,
labirynt sześcionogich Dedalów
ze składanymi skrzydłami
a może po prostu
leśne biuro
nie potrzebnych nikomu
rzeczy znalezionych

