CZADU, CHUJE
grzejemy oplem ze starymi znajomymi
po wąskich dróżkach koledze drga ręka
radio gra muzykę której nie zna, nie znam, nie znasz
nie znasz tej piosenki i w ogóle cię to nie obchodzi
i słusznie – dźwięków jest nieskończenie wiele
nutek jest nieskończenie wiele
słów też jest nieskończenie wiele:
to wszystko za wolno.
wyciągasz rękę
ale tu i teraz nie będzie na nią miejsca.
za wolny unik, łokieć ląduje na twarzy
rozbite okulary lecą w dół pod tupaninę
obcy człowiek zakłada resztki na nos
wskakuje na stół, zdejmuje ubrania tańcząc.
budzisz się w małym za głośnym pokoju
nie patrzysz w ekran: nie zerkaj-nie zerkaj
brnij przez litanie notyfikacji na które czekasz
i tych, na które nie czekasz
patrz na pełzającego węża spraw, płatności
które jestem wam wszystkim winien.
rakiety lecą, lecą, miecz spada na kark skazańca
zapomnianego w celi na końcu świata to tu, to tam
a ziemia się trzęsie: bum-bum.
Bum!
nasi znajomi pochowali się pod ziemią.
nasi znajomi pochowali się pod ziemią
gdzie dudnią basy i płaci się za tłum
rozpierzchli się po zwariowanych krajach
na cztery strony świata
bilety kosztują raz tyle, raz zupełnie inaczej
zresztą, biletów już nie ma na wydarzenia
zostały wyprzedane –
zapraszamy w kolejnym wcieleniu.
w kolejnym wcieleniu będziemy wszyscy fotonami.
będziemy wreszcie jednorazowi
bez wyrzutów sumienia i wierzgań.
obiecuję. nie myśl o tym teraz
i nie będzie już żadnych wydarzeń
i nie będzie już żadnej symetrii
ani rodzeństwa, nauczycieli
nie będzie bredni, dróg i euforii –
ojciec oszalał
git, na ulicy nie ma ani jednego drzewa.
siedzimy pod ziemią
nie myślcie o drzewach
siedzimy pod ziemią
zabierzcie te dłonie ojciec oszalał
git, na ulicy nie ma ani jednego drzewa.
duś byczku ten pedał.
Mandat Niebios
Trzydzieści tysięcy nas tutaj
w oazach Takla Makan
w pustyni << Wejdź-a-nie-wyjdziesz >>
Kampania Kotliny Kaszgarskiej
cesarski Turkiestan w ogniu
Tybet napiera, Turkowie
szef mówi: – Łajzy, wstajemy
bo wnet rozplądrują nam Xi’an
bo niebo odwróci się od was!
My z kolegą pod głazem
pijemy ukradkiem, przodkowie
schniemy tu jak dwie mrówki
a niebo patrzy gdzieś indziej:
– To wszystko jest jak imperium
Czy to jest nasze imperium
W cholerę nam takie imperium?
A ziomek ociera swe usta:
– Chuj już z tym, błagam, nie pierdol
***
śni się że mieszkam w Antwerpii
(to nawet nie jest Antwerpia)
przepłacam za Bergerac-Paryż
wrócić do bazy nad Szprewą
ziom Szprewa ma kolor piasku
żółto-zielonych kwasów
kanały stoją muliste przy
Odrze słonej jak Bałtyk
Wiśle i kości kamieni, nie:
budynek ze starej cegły
kraj Basków jest niepodległy
śni się że jestem w Antwerpii
śnią mi się dziwne numery

