Pomidor

I znów ostre słońce

obcina mi język

czerwony miąższ wycieka

w milczeniu na asfalt

 

mieszkamy na rondzie

w kółko

stosujemy elipsy

 

Kłuj

Aczkolwiek budynek faktycznie

Głośno oddycha

Fałłałdu kałabułdu

Kołłałda kałabułda

 

Kobieta rodzi chleby

Półżywe bożki

spływają na podłogę

Jak śnięte ryby

Zapada zmierzch

Na miłosierdzia znak

Na ciemna znak

 

Szli podwórzami

Jak przez knieję

 

Nie starczy życia

By opowiedzieć

O tym co przeszli

Tamtej nocy

Twarzą pod wiatr

Twarzą pod wiatr

Twarzą pod wiatr




Strzały na Sycylii

Skruszone kamienie

mrówka pijana latem

tapla się w resztkach słońca

 

czekam na propozycję

nie do odrzucenia

don Vito nie żyje mówisz

 

mrówka potyka się

o własne skrzydła

to przyszła królowa

 

to miejsce jest lustrem

w którym odbija się lustro

cienie w zakurzonych dekoracjach

 

naraz z ciemnej sali

wypływa kelnerka

o oczach tak czarnych

jak pragnienie zemsty

 

co podać?

pyta ochrypłym głosem

 

chcę kanonady, signorina

chcę świeżej krwi

chcę spać z rybami

chcę powiedzieć

ale zaschło mi w gardle

 

wchodzą Czesi

zaczynają strzelać

flesze




Luz Maria

Upijam się światłem

w towarzystwie szelm

falochron puścił

oczy kapią Smyrną

 

gazony w twoich przęsłach

postradały zmysły

ślinią się serdecznie

czule brodzisz we mnie

 

garstka światów nad ranem

tli się w kącie oka

ciemnym od obietnic

jeżeli jeżeli